18 czerwca 2012

Perła Chmielowa (Perła Browary Lubelskie)

Wszystkich Polaków, niezależnie od wieku, płci czy orientacji seksualnej trzy dni temu ogarnął smutek, dzień ogłoszony narodowym dniem zdejmowania flag z samochodów, dzień, w którym nasi południowi sąsiedzi zrobili biało-czerwonym to co Marcellus Wallace chciał zrobić Zedowi w Pulp Fiction. Całe szczęście wiara w narodzie wraca niezmiernie szybko i już teraz wiemy (a przynajmniej w to wierzymy), że już za dwa lata Polska będzie Mistrzem Świata! Przy okazji pozdrowienia dla całej naszej drużyny, nie spodziewam się aby któryś z Was to czytał, ale i tak głowa do góry i dziękujemy za piękne mecze i kolejną dawkę emocji doprowadzających do stanu przedzawałowego.
Całe szczęście po tak dużych emocjach można uspokoić się przy użyciu chmielowego trunku. Przyznam się, że nie mam pewności czy dzisiaj opisywanego piwa już nie próbowałem, ale nawet jeżeli tak się stało, to zdecydowanie to piwo zasługuje na wzmiankę.
W zasadzie nie mam pewności co sprawiło że po piwo sięgnąłem: późna godzina, niechęć do czeskiego piwa spowodowana wyżej wymienionymi przyczynami, czy może namowy bardzo miłego barmana o polsko brzmiącym imieniu Ahmed... Tak czy inaczej zaryzykowałem i zostałem miło zaskoczony. Piwo sprzedawane jest w charakterystycznej zielonej butelce z krótka szyjką. Etykieta pozbawiona zbędnych ozdobników informuje nas z jakim piwem mamy do czynienia. Niestety ze względu na warunki (i pewnie kilka poprzednich piwek) Perłą raczyłem się bezpośrednio z butelki a nie z kufla więc na temat piany nie wypowiadam się (ale nie martwcie się, niedługo to sprawdzę). Smak piwa jak obiecuje etykieta bardzo chmielowy, goryczkowy. Piwo przyjemnie nagazowane. W zasadzie gdyby nie trochę za wysoka zawartość alkoholu (6,0%) można by przy tym piwie spędzać wiele sobotnich wieczorów.
Myśle ze Perła już zawsze będzie mi się kojarzyć z naszą drużyną, ale nie z porażką, a z nadzieją na przyszłe zwycięstwa, i za to:

Moja subiektywna ocena: 4/5

14 czerwca 2012

Namysłów Niepasteryzowane (browar Namysłów)

To Euro mnie wykończy... Chyba zbyt emocjonalnie podchodzę do meczy, całe szczęście jest opcja w chmielowym środku uspokajającym. A właśnie, a propos, obiecałem w poprzednim poście opis piwka którym się raczyłem podczas pobytu we Wrocławiu, dzięki dobrej koleżance/przyjaciółce Oli, którą z resztą z tego miejsca jak najserdeczniej pozdrawiam. Swoją drogą każdemu polecam wizytę we Wrocławiu. Piękne miasto, które oferuje zaskakująco bogata ofertę kulturalno-rozrywkową (polecam zwiedzać z osoba która już poznała Wrocław, bo smaczków należy szukac gdzieś w bocznych uliczkach i małych pubach). No a o krasnalach to by można książkę napisać :)
Ale nie o krasnalach czy zwiedzaniu przyjdzie mi pisać. W jednym z zaułków przy Wrocławskim rynku znaleźliśmy lokal o nazwie "Łubu-dubu". Lokal stylizowany na lata PRLu. Wdzięcznie na barze lśni hasło "Wódka dzieli się na dwa rodzaje: dobra i bardzo dobra". Klimat jest. Tyle tylko że o 14.00 nie za bardzo wypada wódkę pić, w związku z czym padło na piwo z lokalnego browaru Namysłów.
Etykieta wita nas nazwą piwa "Namysłów Niepasteryzowane", co więcej w dolnym rogu mamy informacją o gwarancji świeżości - co to? A mianowicie - przynajmniej jak twierdzi producent" piwo to dojrzewa w otwartych kadziach zgodnie z tradycyjnymi metodami i nie jest pasteryzowane - ma tylko 28 dni ważności. Prawda jest taka, że wśród coraz większej ilości piw niepasteryzowanych czy nieutrwalonych należy się jakoś wybić - a i tak dla mnie nie hasła a smak jest najważniejszy. I tu muszę przyznać, że się browarnicy postarali. Piwo goryczkowe, pełne w smaku, tak jak lubię. Nagazowanie i piana również na dobrym poziomie. Ogólnie szczerze polecam i wracam do oglądania meczy...

Za piękny Wrocław i dobry smak:
Moja subiektywna ocena: 4,5/5

10 czerwca 2012

Hen's Tooth (browar Greene King)

Mistrzostwa Euro, długi weekend i jeszcze kilka zupełnie niespodziewanych wydarzeń spowodowało niewielkie opóźnienie w opisywaniu piw na blogu... Oczywiście ja jestem absolutnie niewinny i czym prędzej postaram się te braki nadrobić (oczywiście w opisywaniu bo w kosztowaniu piw braków jakoś nie mam). Ten tydzień zamkniemy pod znakiem mocnego ale. W następny poście postaram się opisać piwko które miałem okazje skosztować dzięki najfantastyczniejszej (trochę wazeliny nie zaszkodzi) koleżance Oli z Wrocławia, która prosiła o szczególne potraktowanie i pozdrowienie na blogu. Oczywiście zastosuje się do tych wymogów... w następnym poście :). Wracamy do piwa.
Hen's Tooth to dość nietypowy ale, mianowicie dojrzewa on w butelce, przez co rzekomo nabiera niespotykanego smaku. Co ciekawe butelka jest przezroczysta. Jakoś to mnie nie przekonuje - przezroczysta butelka nie zatrzyma promieni UV, a co za tym idzie mogą wytwarzać się siarczany, a tu dodatkowo iwo ma sobie spokojnie dojrzewać w butelce... nie rozumiem, ale liczę że browarnicy są w tym aspekcie lepsi ode mnie i wiedzą co robią.
Piwo ma kolor mocnej herbaty, piana dość gęsta i równie ciemna niestety szybko zniknęła.W związku z faktem iż piwo dojrzewa w butelce na dnie znaleźć można osad z drożdży - pytanie czy powinien on się znaleźć również w butelce? Niestety nie znalazłem na nie odpowiedzi, ale po pierwszym skosztowaniu zaryzykuje stwierdzenie że nie powinien... Piwo niezwykle intensywne w smaku. Według opisu na butelce powinny być wyczuwalne nuty owocowe, a końcówka powinna być delikatna. Ja odbieram to piwo z kolei zupełnie inaczej, bukiet dużo bardziej przynosi na myśl dobrą whisky, z dębowym smaczkiem, a końcówka jest wyraźnie goryczkowata. Ogólnie bardzo dużo się dzieje i chyba nie za bardzo to mi się podoba. Szczeże polecam każdemu spróbować tego ale'a, sam myślę że kiedyś z ciekawości jeszcze do niego wrócę, natomiast na ten moment:

Moja subiektywna ocena: 3,5/5

29 maja 2012

Zwettler (browar Privatbrauerei Zwettl Karl Schwarz GmbH) i Devil's Kiss (browar nieznany...)

Kolejny raz mam niewielkie opóźnienie w pisaniu postów - powód jak zwykle ten sam: praca. Tym razem trafiłem do Austrii i Włoch. Całe szczęście znalazłem moment aby skosztować lokalnego piwa. Co prawda w przypadku Włoch lokalnym piwem okazał się Ale produkowany gdzieś w Szkocji... Jk by nie było to też lokalne piwo, po prostu nie z tego okręgu ;). Tak czy inaczej moje kubeczki smakowe nie zostały pozostawione same sobie i do niezłej kolacji skosztowałem niezłych piw.

Zacznijmy od Zwettlera. Piwo typu pils o słomkowym kolorze i dość gęstej pianie.
 Ze względu na geograficzne i historyczne koneksje od początku założyłem że uraczy mnie duża gorycz piwa, a tu niespodzianka. Piwo owszem goryczkowe, może nawet bardziej niż niektóre polskie piwa, ale jak na niemieckie czy czeskie standardy to nadal niewiele. Przyznam, że na początku nie podpasowało mi to, jednak po kilku łykach i przy okazji kilku kęsach gulaszu z dziczyzny piwo zaczęło smakować. Spokojnie mogę polecić to piwo jako lekki napitek, szczególnie po kilkugodzinnej podróży przez kiepskie Czeskie autostrady.

Kolejne piwo niestety okazuje się dużo trudniejsze do opisania niż myślałem... może to sprawka diabła...
Szkocji mocny Ale, według informacji jakie znalazłem w internecie ma 7.0% alkoholu. Niestey nie mogę stwierdzić czy jest to na pewno taka liczba gdyż nie zdołałem znaleźć strony internetowej browaru, ale na pewno mogę stwierdzić że było mocniejsze niż większość piw (ale do hotelu jakoś wróciłem ;)). Każdy kto był w Anglii i próbował ale'i z nalewaka wie, że jest spora różnica między butelka a nalewakiem. W tym przypadku niestety piwo było w butelce co natychmiast pogorszyło moje o nim odczucia. W smaku niezłe, choć mało wyraziste... a może moje kubeczki smakowe nie działały w ten dzień poprawnie. Sam nie wiem. Myślę, że jak tylko nadarzy się okazja spróbuję tego piwa jeszcze raz, aby zrewidować moja ocenę. Tymczasem:

Moja subiektywna ocena: 3.5/5 dla obu piw.

13 maja 2012

Kloster Scheyern (browar Kloster)

No to się porobiło... Znowu weekend przeleciał nie wiadomo kiedy, a jutro poniedziałek. Na pewno nie jest to mój ulubiony dzień tygodnia (chociaż jest w pierwszej dziesiątce... gdzieś na dziewiątym miejscu ;)). Całe szczęście można jeszcze się podelektować smacznym piwem. Dzisiaj niemieckie piwo Kloster Scheyern z browaru Kloster.Piwo kupione w jednym z niemieckich supermarketów, schowane gdzieś w koncie.

Butelka nie bardzo zachęcająca, jak na dzisiejsze standardy taka prosta butelka to rzadkość. Myślę że to właśnie mnie skusiło. Etykieta stylowana na zamierzchłe czasy, czcionka żywcem wyjęta z kroniki Galla Anonima. Bardzo ciekawa stylistyka a przy okazji bardzo delikatna.

Piwo po nalaniu tworzy piękną dość gęsta pianę, która niestety szybciutko ucieka. Zapach przynosi na myśl piwa trapistów co napawa dużą nadzieją. Niestety pierwszy łyk jest rozczarowaniem. Wyczuwalny smak kawy i karmelu bardzo szybko ucieka, końcówka mało wyraźna pozostawia po sobie niedosyt. Smak idealnie wpisuje się w styl etykiety - delikatny. Myślę że twórcy chcieli uzyskać dokładnie ten efekt - udał im się i za to brawa, ale niestety mnie to nie przekonuje.

Moja subiektywna ocena: 3,5/5

10 maja 2012

Paulaner Weissbier Kristallklar (browar Paulaner)

No i stało się, licznik odwiedzeń strony przekroczył 1000! Przyznam, że sprawę trochę przegapiłem bo już jest ponad 1100... No ale dzisiaj świętujemy 1000. Mam nadzieję, że to nie tylko przypadkowe odwiedziny... Czekam na jakiekolwiek (oby pozytywne) komentarze. No ale dosyć o mnie, przejdźmy do piwa. Paulaner to marka, która już gościła na tym blogu, co więcej również jako piwo pszeniczne, tyle że ciemne. Tym razem mamy do czynienia z wersją kristallklar - czyli klarowaną.
 Butelka w zasadzie bliźniaczo podobna do wszystkich odmian Paulanera więc szybciutko przechodzimy do zawartości. Piwo w rzeczy samej jest klarowne, ma słomkowy kolor, choć nie za jasny. Piana wysoka, dość gruba, całe szczęście mała warstewka utrzymuje się przez długi czas. W zasadzie na pierwszy rzut oka piwo dużo bardziej przypomina lagera. Dopiero zapach zdradza że coś tu jest nie tak. Pierwszy łyk potwierdza że jest to piwo pszeniczne, w smaku delikatne, jak dla mnie nie bardzo wyraziste. Nie wiem czy klarowanie piwa mu służy (swoją drogą nie wiem jak ten proces przebiega - trzeba się dokształcić), osobiście przy piwie pszenicznym czekam na konkrety, wiem że nie zaznam w tym przypadku goryczki więc liczę chociaż na owocowy smak. W tym wypadku był dość mizerny. Nie twierdze że to piwo nie może smakować, o nie, wręcz przeciwnie, co zresztą udowodniła mi moja narzeczona, która pozbawiła mnie większej części zawartości kufla...

Za to że pierwszy raz smakowałem klarowanego pszenicznego i za to, że tak smakuje mojej drugiej połowie:
Moja subiektywna ocena: 4/5

2 maja 2012

Diebels ciemne (browar Brauerei Diebels)

Długi czas już mnie tu nie było, wiem... Ale o postanowieniu nie zapominam! Równo tydzień temu odwiedziłem naszych zachodnich sąsiadów, a ze ich browarnictwo stanowi ciekawy przykład indywidualizmu wśród browarników, nie omieszkałem czegoś spróbować. Od razu ostrzegam że posta piszę wprost z baru używając mojego telefonu więc rozpisywać się nie będę. Dzisiaj opisuje piwo Diebels. Przykład niemieckiego ciemnego piwa.

Oczywiście jak na Niemcy przystało piwo podane w oryginalnej szklance z piękną koroną. Niestety korona odparowała dość szybko, jednak niewielka warstewka piany pozostała do końca. Pierwszy łyk ujawnia dwojaką naturę piwa. Na początku słodkawe, karmelowe, na końcu goryczkowe, jak przystało na klasyczne niemieckie piwo. Bąbelki przyjemnie rozprowadzają cały smak po języku. Ogólnie piwo smaczne, ale niczym mnie nie zaskoczyło. Polecam do wypróbowania, na pewno wiele osób uzna to piwo za znakomite, mi jednak ta początkowa słodycz aż tak nie odpowiada... Może kiedyś.
Moja subiektywna ocena: 4/5 (chyba muszę obniżyć moje oceny, bo jakiś za dużo piw dostaje 4...)